Biblioteka - Centrum Kultury

[FRAGMENT i niektóre KOMENTARZE: ] --- Princeton w stanie New Jersey kojarzy się przede wszystkim ze świetnym uniwersytetem. Ale kiedy tu przyjechałam, szybko się przekonałam, że sercem tego miasteczka jest Biblioteka Publiczna. Chodzę tam codziennie nie tylko po to, żeby czytać. Kilka razy dziennie odbywają się tu konwersacje dla cudzoziemców. Każdy, kto tylko chce, może przyjść i uczestniczyć w nich ZA DARMO. Prowadzą je wolontariusze, pomysłowi i zawsze przygotowani.

Dziś w mojej międzynarodowej grupie rozmawialiśmy o miejscach, w których czujemy się komfortowo. Wszyscy pomyśleliśmy o tym samym, czyli o tej bibliotece. – Opowiadam moim znajomym, że to jest teraz mój drugi dom – mówiła Koreanka. Czasem przychodzę z dziećmi i potem mam kłopot, żeby je stamtąd wyprowadzić, bo trzecie piętro całe jest dla nich: setki książek w wielu językach na niskich półkach zapraszają, żeby je wyjmować i oglądać. Jest też kolejka i samochodziki, poduszki do siadania i przewalania się po wykładzinie. Moje młodsze dziecko szybko znalazło drogę do łazienki świetnie przystosowanej dla dzieci, z niskimi sedesami i umywalkami. Stamtąd też nie chciało wyjść. Za to starszy nie opuści żadnego spotkania swojego Klubu Lego w niedzielę. Nastolatki mają swoje zajęcia, a imigranci przygotowują się do egzaminu pozwalającego uzyskać obywatelstwo.

Od rana do nocy, siedem dni w tygodniu trwają tu jakieś zajęcia, a to z opowiadania bajek (również po hiszpańsku), kreatywnego pisania, śpiewu, tańca i różańca (niemal :) ), a wieczorami odbywają się spotkania z pisarzami i ludźmi kultury. Kiedy zostajesz członkiem biblioteki, możesz wypożyczać nie tylko książki i e-booki, ale też filmy z wielkiej kolekcji, i nawet z domu masz dostęp do amerykańskich czasopism. Problemem wielu polskich bibliotek jest brak nowości – tutaj, sprawdziłam, są już dostępne książki omawiane w ostatnim niedzielnym dodatku literackim do „New York Timesa”. Głośną biografię Updike’a ktoś właśnie wypożyczył, ale ciągle jest e-book. ---

[KOMENTARZE: ] --- Justyna Sobolewska
24 kwietnia o godz. 18:16

@emes – dokładnie, potrzebujemy takiego modelu cywilizacyjnego i cywilizującego. Teraz powinno się go bardzo intensywnie wprowadzać w Polsce , ale z tego co pisze @paolo63 : „kwoty przeznaczone na modernizację bibliotek, promocję czytelnictwa i odnowienie księgozbiorów w pierwszym styczniowym naborze wniosków leciutko przekroczyły 10 groszy na mieszkańca Polski” nie wynika , że cokolwiek się zmieni :(

--- -Elżbieta Wasiuczyńska
25 kwietnia o godz. 13:31

W Krakowie, na ulicy nomen omen Rajskiej mieści się biblioteka, ze świetnym działem dla dzieci. Systematycznie wzbogacana o ambitne nowości. Jest kąt gdzie cherubiny rżną w gry komputerowe, sala dla najmłodszych gdzie można poprzewalać się na dywanie, albo przy niskim stoliku poprzeglądać książki, albo ograć rodzica w memory. Zmieniają się wystawy prac dzieci (zwykle pokłosie małopolskich konkursów plastycznych) od czasu do czasu można zobaczyć a to kolekcję znaczków pocztowych z motywami bajkowymi, a to wystawę zdjęć fotografii typu – o mamo jakie dziwne są nietoperze, albo z wizytą u Ani z Zielonego Wzgórza.

W tym samym budynku jest wypożyczalnia audiobooków dla osób niewidomych i źle widzących, wypożyczalnia młodzieżowa, ogólna z ciągle ku mojej radości rosnącym działem książki mówionej, działem sztuki, poezji, dramatu, biografii itd. Jest wypożyczalnia filmów dvd, płyt muzycznych i nut, są rozmaite czytelnie – m.innymi ze zbiorami regionalnymi. Można wypić kawę, zjeść stołówkowy obiad w EatOn :o ), można posiedzieć w sali z własnym komputerem i bibliotecznym WiFi, zrobić samemu ksero.
Na korytarzach tego 3 piętrowego gmachu ciągle zmieniają się wystawy plakatów, malarstwa, ilustracji, tkaniny, fotografii. Organizowane spotkania, odczyty sympozja i inne etcetery. Biblioteka nieustająco ( choć z różnym skutkiem) stara się o granty, pisze projekty, zabiega o środki, srogo łupi (nie bójmy się powiedzieć) spóźnialskich czytelników, ale też umożliwia przedłużanie terminu on line, na parę dni przed datą oddania materiałów przysyła mailową przypominajkę. ---
Brakuje mi tylko przytulnej przestrzeni wspólnej, z wygodnymi fotelami/ pufami/ lampami do czytania, WiFi i choćby najmniejszego letniego ogródka. Teraz palacze okupują wejście główne, a pojedynczy czytelnicy siedzą w holu na ławkach bez oparć, zimą podsmażani przez kaloryfery, boczkiem, boczkiem, żeby uszczknąć z okna choć trochę dziennego światła.
Budynek zaadaptowany został z dawnych koszar, więc adaptacja- wiadomo musi potrwać.

--- ZA: http://sobolewska.blog.polityka.pl/2014/04/24/biblioteka-marzen/

Tagi: